Mężczyźni szukają w miłości głównie zadośćuczynienia dla własnego egoizmu, podczas gdy kobiety widzą w niej podstawową instytucję społeczną.
16 listopad 2009
Obserwacje
13 listopad 2009
Aż do dna
Żyjemy bowiem w czasach, w których liczy się przede wszystkim skuteczność działania, a nie przymioty charakteru i umysłu. Dlatego to współczesna literatura, film i teatr wypełnione są brutalnością, cynizmem i ekshibicjonizmem, a najwyższe zdumienie budzą uczucia proste jak miłość, prawość, wierność, lojalność, wdzięczność i dobroć. Można powiedzieć, że sztuka współczesna sonduje aż do dna głębiny ludzkiej podłości, ale nie zdobywa się na odkrywanie szczytów ludzkiej szlachetności. Co wy na to?
Gusta
Ludzie, którym mówiono, że jest ładna, rozczarowywali się na jej widok, ci zaś, którzy spodziewali się spojrzeć brzydką dziewczynę, zdumiewali się nad jej wdziękiem.
Ania sama nigdy nie uwierzyłaby, że ma prawo nazywać się ładną. W lustrze widziała przecież tylko drobną, bladą twarzyczkę i siedem wyraźnych piegów na nosie. Nigdy natomiast lustro nie odbijało wiecznie zmiennej gry jej fizjonomii, nie ukazywało rozmarzenia ani wesołości, które zmieniając się kolejno, nadawały tyle uroku jej wielkim oczom.
Chociaż Ania nie odznaczała się pięknością w ścisłym tego słowa znaczeniu, była pełna czaru i patrzący na nią pozostawali zawsze pod jej urokiem. Widok jej budził myśli o bogactwie jej natury.
12 listopad 2009
Zawsze coś
- Chciałem powiedzieć – wyjaśnił z goryczą Ipslore – że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
11 listopad 2009
10 listopad 2009
Oldschoolowa awangarda
Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem,
głodne histeryczne nagie, włóczące się o świcie po murzyńskich dzielnicach w poszukiwaniu wściekłej dawki haszu
(…)
których wylano z uczelni za obłęd i obsceniczne ody rozlepiane w oknach czaszki
(…)
którzy łykali ogień w hotelach wypacykowanych farbą albo pili terpentynę w Paradise Alley, marli lub noc w noc umartwiali swe torsy przy pomocy snów, haszu, budzących zmór, wódy, chuja, i nieustających jebań, niezrównanie ślepych ulic drżącego obłoku i błyskawicy umysłu skaczącej ku biegunom Kanady i Paterson, rozświetlającej cały zamarły świat z Czasem pośrodku, trójwymiarowych wizji gmachów po zażyciu peyotlu, świtów podwórzowych zielonych drzew cmentarza, opilstwa winem na szczytach dachów, narkotycznych przejażdżek przez dzielnice witryn wśród migającej sygnalizacji, słońca, księżyca i wibracji drzew, przez grzmiący zimowy zmierzch Brooklynu, łoskot kubłów na śmieci i łagodne światło duszy, którzy przytwierdzali się do kolejek metra by jeździć bez końca na amfetaminie od Battery do świętego Bronksu dopóki hałas kół i dzieciarni nie zagnał ich drżących ze spieczonymi ustami zmaltretowanych z mózgiem wyzutym z jasności w posępne światło zoo
(…)
którzy wypalali sobie papierosami dziury w ramionach w proteście przeciw
narkotyczno-nikotynowemu otumanieniu Kapitalizmu
(…)
którzy w ekstazie i nienasyceniu kopulowali z butelką piwa, z kochanką, pudełkiem po papierosach, ze świecą, wypadali z łóżka, kontynuowali na podłodze i w przedpokoju i kończyli omdlewając na ścianie z wizją ostatecznej cipy wydając resztkę spermy świadomości
(…)
którzy chodzili całą noc w butach pełnych krwi po śnieżnych nasypach doków czekając aż w East River otworzą się drzwi do pokoju pełnego ciepłej pary i opium
(…)
którzy gotowali zgniłe zwierzęta płuco racice ogon barszcz i placki kukurydziane marząc o czystym królestwie warzyw
(…)
którzy jechali przez kraj siedemdziesiąt dwie godziny by stwierdzić czy ja miałem widzenie czy ty miałeś widzenie czy on miał widzenie, by odszukać Wieczność
(…)
którzy obrzucali sałatką z kartofli wykładowców dadaizmu w City College NY a potem zjawiali się na granitowych schodach domu wariatów z wygolonymi głowami i arlekinadą o samobójstwie, żądając natychmiastowej lobotomii, i którym zamiast tego dostała się betonowa próżnia insuliny metrasolu elektryczności hydroterapii psychoterapii terapii wychowawczej ping-ponga i amnezji
(…)
z wyciętym z ich własnych ciał absolutnym sercem poematu życia godnym spożywania nawet przez lat tysiąc.
9 listopad 2009
Twórcze strachy
Ludzie – którzy sami są przecież procesem – boją się tego, co niestałe i zawsze zmienne, dlatego wymyślili coś, co nie istnieje – niezmienność, i uznali, że to, co wieczne i niezmienne, jest doskonałe.
6 listopad 2009
Dziwny ból
- To jest tak piękne, że aż boli – szepnęła Ania. – Doskonałe rzeczy zawsze wprowadzały mnie w pewne upojenie graniczące z bólem. Przypominam sobie, że będąc małym dzieckiem, nazywałam to “dziwnym bólem”. Co jest weług pana przyczyną, że ból ten tak bardzo związany jest z doskonałością? Czy jest to może ból płynący ze świadomości czegoś u nas niedokończonego?
- Może – w zamyśleniu powiedział Owen – jest to uwięziona w nas nieskończoność, wyrywająca się do pokrewnej nieskończoności, objawionej w tym widzialnym pięknie.
1 listopad 2009
Tworzenie
I ja pragnęłabym, abyś się dostała na uniwersytet, ale jeśli ci się to nie uda, nie martw się zbytnio. Sami stwarzamy sobie życie, gdziekolwiek jesteśmy. Uniwersytet może nam w tym tylko dopomóc. Życie nasze bywa bogate lub ubogie zależnie od tego, co w nie wkładamy, a nie od tego, co zeń czerpiemy.
29 październik 2009
Spanie
Już kiedy miała osiem lat, usypiała ściskając jedną swą rączką drugą i wyobrażała sobie, że trzyma mężczyznę, którego kocha, mężczyznę swego życia. Jeśli więc teraz ściskała przez sen rękę Tomasza z taką wytrwałością, to dlatego, że od dzieciństwa trenowała i przygotowywała się do tego.
26 październik 2009
Lekkość
Ale co właściwie stało się Sabinie? Nic. Porzuciła mężczyznę, ponieważ chciała go porzucić. Czy prześladował ją później? Czy mścił się na niej? Nie. Jej dramat nie był dramatem ciężaru, ale lekkości. To, co spadło na Sabinę, to nie był ciężar, ale nieznośna lekkość bytu.
Aż do tej chwili zdrady budziły w niej wzruszenie i radość z tego, że otwiera się przed nią nowa droga, a na jej końcu nowa przygoda zdrady. Ale co będzie, gdy ta droga kiedyś się skończy? Człowiek może zdradzić rodziców, męża, miłość, ojczyznę, ale kiedy nie ma już ani rodziców, ani męża, ani miłości, ani ojczyzny, co będzie zdradzać?
To coś znaczyło
Ale zdradzając B, dla którego zdradziliśmy A, nie wracamy wcale znów do A. Życie rozwiedzionej malarki nie było w niczym podobne do życia jej zdradzonch rodziców. Pierwsza zdrada jest nie do naprawienia. Wywołuje reakcję łańcuchową następnych zdrad, z których każda oddala nas coraz bardziej i dalej od miejsca początkowej zdrady.
Prawo piękna
Nie wiedząc o tym, człowiek komponuje swe życie według praw piękna, nawet w chwilach najgłębszej rozpaczy. Nie można więc mieć pretensji do powieści, że fascynują ją tajemnicze spotkania przypadków (takie jak spotkanie Anny, Wrońskiego, peronu i śmierci albo spotkanie Teresy, Tomasza, Beethovena i koniaku), ale można mieć pretensję do człowieka, że nie dostrzega w swym codziennym życiu takich przypadków i że jego życie traci w ten sposób swój wymiar piękna.
25 październik 2009
Przebudzenie
And we laugh like soft, mad children
Smug in the wooly cotton brains of infancy
The music and voices are all around us.
(…)
Everything is broken up and dances.
4 październik 2009
Na odległość
In daylight I belong to the world; in the night to sleep and eternity. But in the dusk I’m free from both and belong only to myself – and you. So I’m going to keep this hour sacred to writing to you.
Radykalny lęk
Świat Sarah Kane zbudowany jest z lęku, że nasza ludzka niedoskonałość zostanie obnażona. Że zostaniemy odrzuceni, bo sami nie umiemy pojąć i zaakceptować swoich wyborów i decyzji dotyczących miłości. Bo sami czytamy w sobie fałsz. Bo sami sobie nie wierzymy. Bo jesteśmy chorzy na brak miłości. Bo tracimy ją lub zatracamy się w niej. Bo jesteśmy niezdolni do kochania. Czy to czyściec? Raczej piekło ludzkiego umysłu, w którym jesteśmy skazani na samotność. Nie ma stąd wyjścia.
Boję się wyobraźni Sarah Kane, która ustawia kolejne piętra międzyludzkich relacji w poszukiwaniu miłości, nie cofając się przed niczym. Boję się chorobliwego idealizmu i radykalnej pewności, z którą stwierdza: nie, to nie jest miłość, to też nie, i to także. Boję się jej bezwzględności, nawet jeśli urodziła się ona z lęku.
26 wrzesień 2009
Czerń
Nocny Nowy Jork to miasto ludzi samotnych, wystarczy spojrzeć, to jest twierdza, tu się żyje przeciw, w opozycji, takie metropolie kumulują i katalizują gniew, zawiść, awersję, strach, z poziomu myślni muszą się jawić jako prawdziwe gigageneratory negatywnych uczuć. Bo tyle osób stłoczonych w jednym miejscu niczego innego nie może wyindukować. Miał rację Numer 5, miał rację: to jest czerń, wielka, gęsta, potwornie cuchnąca czerń, która zalewa wszystkich, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi, nawet jeśli nie jesteśmy telepatami i zdrowe systemy immunologiczne naszych umysłów nie dopuszczają do zainfekowania obcymi psychomemami – lecz przy tak wielkim ciśnieniu zawsze coś się przesączy, osmotycznie, podprogowo – czyż większość z nas nie jest podatna na cudze nastroje? czyż nie oddziałuje na nas psychiczne nastawienie tłumu? – i ta czerń w końcu zwycięża, po miesiącach, latach, wciska się w nasze umysły, zaraża je, odmienia kod myśli: miasto tryumfuje. Czyż doprawdy nie jest zasłużoną opinia, jaką NYC cieszy się na całym świecie? Na wierzchołkach tych drapaczy chmur powinny powiewać sztandary z płótna czarniejszego od kruczych piór. Beksiński, Beksiński.
25 wrzesień 2009
Dlaczego nie piszę
Pisarz to człowiek, któremu pisać jest trudniej niż innym ludziom.
18 wrzesień 2009
15 wrzesień 2009
Sick shit
Świadomość, że jeśli przeżyję tę minutę, będę mógł się zabić w następnej, pomaga mi przetrwać chwilę bez uczucia przygnębienia.
4 wrzesień 2009
Indywidualne decyzje
Dla mnie feminizm to jest ruch, który dąży do indywidualizacji ludzkiego życia. Chodzi o to, by każda kobieta i każdy mężczyzna mogli ze swoim życiem robić to, co im odpowiada. Żeby nie byli zamknięci w kontenerze ze stemplem “Kobiety” albo “Mężczyźni”.
2 wrzesień 2009
Akceptacja
Nie jęcz i nie narzekaj: do bólu można się przyzwyczaić. To boli. Niebycie ideałem boli. To, że trzeba przejmować się pracą, by mieć co jeść i dach nad głową, boli. No i co. Najwyższy czas. W tym miesiącu mija jedna czwarta stulecia, którą przeżyłam w strachu: strachu przed tym, że nie dorównam swym abstrakcyjnym ideałom: często walczyłam i wygrywałam, niebycie ideałem, ale akceptuję siebie, akceptuję to, że mam prawo do życia na moich własnych, ludzkich, dalekich od ideału warunkach.
25 sierpień 2009
Młodość
Stanę silny naprzeciw słońca...
To musiał być wielki poeta. Wystarczyło jej tych kilka słów, żeby wiedzieć. W tych słowach było wszystko to, o czym wiedziała Ludka, a czego nie potrafiła nazwać. Całe ludzkie zuchwalstwo i mądrość, i siła, i słabość, i lekkomyślność, i szaleńcze wyzwanie rzucone światu, i nierealne zamierzenia alchemików, i eliksiry, i lekarstwo na raka, i śmierć Lumumby, i wyprawa Kon Tiki, i pracownie wielkich biologów, i plany Leonarda da Vinci, i nawadnianie pustyni, i piramidy faraonów, i państwo Inków, i świat taki, jakim będzie za paręset lat, i loty kosmiczne, i wędrówki przez dżunglę, i jej wahania, czemu poświęcić życie – biologii czy archeologii, i to, od czego się chciało płakać bez powodu, i to, co Ludka czuła do Tego Pana, i ona cała, ze swoimi śmiesznymi marzeniami, kiedy pokochała globus – że chciałaby objąć świat.
20 sierpień 2009
Dno umysłu
Siedział na łóżku ściskając jedną rękę w drugiej, jakby się modlił. Odczuwał bezmierne zdziwienie, że to niemożliwe: tak wszystko wiedzieć i tak nic nie móc! Objął wzrokiem książki na półce. Dopomogły mu – własną przegraną. Przegrali wszyscy, ponieważ spierali się o kanały, czyli to co rzekomo było na odległej plamce, w szkłach teleskopów, a nie o to, co było w nich samych. Spierali się o Marsa, którego nie widzieli; widzieli dno własnych umysłów, z niego wylęgały się obrazy heroiczne i fatalne. W przestrzeń dwustu milionów kilometrów rzutowali własne rojenia – zamiast nad sobą się zastanowić. Także i tutaj każdy, kto pakował się w gąszcz teorii komputerów i w niej szukał przyczyn katastrofy, oddalał się od sedna rzeczy. Komputery były bezwinne i neutralne, tak samo jak Mars, do którego on tez żywił jakieś bezsensowne pretensje, jak gdyby świat był odpowiedzialny za majaki, które usiłuje mu narzucić człowiek.
Świat
Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko, to znaczy, na samotność, na walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem, tymczasem to nie wszystko, a nasza gotowość okazuje się pozą. Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy.
16 sierpień 2009
Madonnie
I’m tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bitch, okay.
9 sierpień 2009
2 sierpień 2009
She
And you know how they say we’re all each others’ demons and angels? Well, she was literally a Botticelli angel. Just telling me that everything was gonna be okay.
