oczywiśnie

20 lipiec 2009

Komunikacja doskonała

Zaszufladkowany do: Bez kategorii — Julia @ 0:27
Tags: ,

Jeśli nie mówisz prawdy o sobie, trudno, byś mówił prawdę o innych.

11 lipiec 2009

Dziewiczość

Zaszufladkowany do: literatura — Julia @ 1:26
Tags: , ,

Tak więc pokój był poddaszem, łóżko było wąskie, a gdy Klarysa leżała na nim, czytając (bo sypiała źle), nie mogła uciec od dziewiczości, zachowanej mimo połogu, otulającej ją jak całun. Choć była kiedyś taka śliczna, przychodziły jednak chwile – na przykład wtedy na rzece, w lasach Clieveden – kiedy przez tę oziębłość, tę wrodzoną dziewiczość Klarysa zrobiła mu zawód. A potem w Konstantynopolu i jeszcze dużo, dużo razy. Wiedziała, czego jej było brak. Miała pod dostatkiem urody, inteligencji. Było jej brak czegoś w środku, co promieniuje; czegoś ciepłego, co przebija przez zewnętrzną powłokę i rozprasza zimno panujące między mężczynzną i kobietą albo między kobietami. Bo to drugie mogła niejasno zrozumieć. Irytowało ją to, miała skrupuły (Bóg jeden wie, skąd się brały); a może podsunęła je, tak to przynajmniej odczuwała, natura, która jest niezmiennie mądra. Tak czy inaczej, nie mogła się czasem oprzeć czarowi kobiety, nie dziewczyny, tylko kobiety, której się zwierzała (często to robiły) z jakiejś przygody, jakiegos szaleństwa. I czy to ze współczucia, czy dlatego, że były piękne albo że ona była starsza, czy może z jakiejś zewnętrznej przyczyny – jak smuga zapachu czy dźwięk skrzypiec w sąsiedztwie, tak wielka jest moc dźwięków w pewnych okolicznościach – odczuwała wtedy to, co odczuwają mężczyźni. Tylko przez mgnienie oka; ale to wystarczało. Było to nagłym objawieniem, było jak rumieniec, który staramy się opanować, a potem, gdy oblewa nam twarz, poddajemy mu się, uciekamy na najdalesze krańce i tam drżymy, wiedząc, że świat zbliża się do nas nabrzmiały zdumiewającym znaczeniem, nabrzmiały zachwyceniem, które rozdziera jego cienką skorupę i bucha, wylewa niezwykły balsam na rany i pęknięcia. Wtedy, w takich chwilach, widziała błysk świateł; zapałkę płonącą w krokusie, ukryte znaczenie niemal jasno wyłożone.

18 maj 2009

Romaticko

Zaszufladkowany do: literatura — Julia @ 15:04
Tags: , , , ,

Tak, czystość, nieskazitelność jej uczucia do Sally była naprawdę zdumiewająca. Nie było to uczucie, jakim kobieta darzy mężczyznę. Było najzupełniej bezinteresowne, a poza tym charakteryzowało je coś, co mogło istnieć jedynie między kobietami, które niedawno dorosły. Z jej strony było opiekuńcze. Wyrastało z poczucia solidarności, z lęku przed czymś nieuchronnym, co je rozdzieli (o małżeństwie mówiły zawsze jak o katastrofie); stąd ta rycerskość, ta opiekuńczość, o tyle silniej rozwinięta u niej niż u Sally. Bo Sally była w tamtych czasach nieobliczalna; robiła mnóstwo idiotyzmów z czystej brawuryy; jeździła na rowerze po balustradzie tarasu; paliła cygara. Zachowywała się głupio, naprawdę głupio. Ale jej urok był nieodparty, przynajmniej dla Klarysy, że pamięta, jak stała w swojej sypialni na najwyższym piętrze domu, z konewką gorącej wody w ręce , i mówiła głośno: – Ona jest pod tym dachem… ona jest pod tym dachem!
Nie, te słowa nic teraz dla niej nie znaczą. Nie potrafi przywołać choćby echa dawnych uczuć. Ale pamięta, jak, zlodowaciała z podniecenia, w stanie bliskim ekstazy, czesała się przed lustrem (gdy wyjęła teraz szpilki, położyła je na toaletce i zaczęła poprawiać włosy, wróciła jej cząstka dawnych wzruszeń), podczas gdy wrony szybowały w górę i w dół, w różowym świetle wieczoru; pamięta, jak się ubrała, jak zeszła na dół i idąc przez hall myślała, że “gdyby trzeba było umrzeć natychmiast, skonanie w tej chwili błogosławieństwem by mi się wydało”. Tak to odczuwała… uczucie Otella, równie silne – tego była pewna – jak to, które Otello przeżywał na scenie… a wszystko dlatego, że ubrana w białą suknię szła do jadalni, gdzie miała zobaczyć Sally Seton!

5 maj 2009

Moja noc

Zaszufladkowany do: literatura — Julia @ 12:50
Tags: , , ,

Prawdę powiedziawszy, nie należę do tych, którym wystarcza jedna osoba albo nieskończoność. Nuży mnie mój własny pokój i nuży mnie niebo. Moje istnienie lśni tylko wtedy, kiedy jego ścianki wystawione są na widok wielu ludzi. Niech się zjawią, a jestem pełen dziur i kurczę się jak spalony papier. Och, pani Moffat, pani Moffat, mówię, niech pani przyjdzie i wszystko pozamiata. Opadło ze mnie wiele rzeczy. Przetrwałem pewne pragnienia, straciłem przyjaciół; jednych, bo umarli – Percival – innych jedynie z powodu niemożności przejścia na drugą stronę ulicy. Nie jestem tak uzdolniony, jak mogło się kiedyś wydawać. Pewne rzeczy leżą poza moim zasięgiem. (…) Już nigdy nie wpadnę na latarnię. (Lecz wciąż jeszcze kilka gwiazd opada przepięknie przez moją noc w wyniku gwałtowności tamtego wstrząsu.)

25 kwiecień 2009

Fale

Zaszufladkowany do: literatura — Julia @ 9:01
Tags: ,

Chodziłem od jednego do drugiego, obnosząc swój smutek – nie, nie smutek, lecz tę niepojętą istotę naszego życia – żeby się jej przyjrzeli. Niektórzy zwracają się do kapłanów, inni ku poezji; ja zwracam się do moich przyjaciół, ja do własnego serca, ja do poszukiwań czegoś nienaruszonego wśród zdań i fragmentów – ja, dla którego dotyk dwojga ludzi jest wszystkim, któremu jednak nawet to się wymyka, który jestem tak niedoskonały, tak słaby, tak niewypowiedzianie samotny.

Blog na WordPress.com.