oczywiśnie

bo na początku było słowo

Ludzie ze świata filmu zaczęli odkrywać jezioro

– Wiesz co? – Nils przybliżył się do mnie. – Ani razu do niej nie napisał. Gdy stąd wyjechał, spalił za sobą wszystkie mosty, pomyśl, ile go to kosztowało. Jest taka młoda, powiedział ostatniego wieczoru, gdy siedzieliśmy nad kieliszkami, ma prawo być wolna.

– Lepiej się czujesz? – Spojrzałam na Gretę, która właśnie rzuciła daszek na piach i zaczęła wciskać włosy pod czepek kąpielowy. – Śniła mi się moja ulica w Sztokholmie – powiedziała.

Wszyscy troje wskoczyliśmy do wody i popłynęliśmy aż do tratwy zakotwiczonej na środku zatoki. Położyliśmy się tam jedno obok drugiego na palącym słońcu. Było cudownie, całe życie było cudowne, Nils gwizdał mi do jednego ucha, a Greta mówiła do drugiego, o Blekingegatan, nie wiedziałam, kto jest kim, jakieś ramię, noga, ciepła dłoń, pomieszaliśmy się, zasnęłam taka pomieszana ze słońcem i przyśniła mi się Blekingegatan, choć nigdy nie byłam w Sztokholmie, a potem leśna ścieżka i dwoje jeźdźców sunących obok siebie przez zielony mrok, pokrytych słonecznymi plamami, prawie niewidocznych, podzielonych na zielone części, rozjeżdżali się i znów łączyli, a ja jechałam za nimi niczym giermek, jak cicha obecność, jak cień, aż obudził mnie plusk, który rozkołysał tratwę, i zobaczyłam, że Nils odpływ w kierunku brzegu. Siedząca obok mnie Greta powiedziała: – Zdenerwował się.

Reklamy

Wiele niebezpiecznych albo niestosownych czynów

Cóż jednak znaczy wieczność potępienia dla tego, kto w sekundzie zawarł nieskończoność rozkoszy?

Pierwsze doznania żywota

W tych dniach, gdy świat był dla mnie nowy,
Wskroś wrażeniami mnie przenikał
I dziewcząt wzrok, i szum dąbrowy,
I pośród nocy śpiew słowika;
Gdy wysokiego lot wzruszenia,
Miłości, sławy i swobody,
Gdy dary sztuki i natchnienia
Potężnie w krwi kipiały młodej –
Chwile nadziei i upojeń
Nagłą tęsknotą gasząc we mnie,
Jakiś zły duch w ustroniu mojem
Zaczął odwiedzać mnie tajemnie.
Smutne spotkania nasze były,
A jego uśmiech, wzrok cudowny
I słowa, co truciznę kryły,
W duszę mą jad wsączały chłodny.
Próbował kusić niestrudzenie
Opatrzność swymi bluźnierstwami,
Piękno nazywał urojeniem,
Gardził twórczymi natchnieniami –
Miłość i wolność nie wzruszały
Ducha szydercy, on im przeczył
Niewiarą i w naturze całej
Nie błogosławił żadnej rzeczy.

Wojna i ludzie

Później ludzie powiedzą, że przyszło nam żyć w interesujących i doniosłych czasach. Ale sądzę, że wielkie wydarzenia wokół tylko nas zredukowały. Jeśli wojna trwa zbyt długo, człowiek nie ma siły na wybitność. Zmniejsza się coraz bardziej i bardziej, coraz mniej dostrzega, czepia się frazeologii nacjonalizmu, haseł, starych uprzedzeń i zasad, siebie samego. Albo wchodzi pod coś i się chowa.

Moim okiem

Innym wszechświat wydaje się przyzwoity. Za przyzwoity uważają go przyzwoici ludzie, bo mają wykastrowane oczy. Dlatego lękają się obsceniczności. Nie doświadczają trwogi, gdy słyszą pianie koguta i widzą niebo gwiaździste nad sobą. Zgoda, mogą skosztować i „cielesnych rozkoszy”, pod warunkiem, że będą one mdłe.

Tak, odtąd nie miałem już wątpliwości: nie lubiłem tego, co zwie się „cielesną rozkoszą”, albowiem jest mdła. Lubiłem to, co uważa się za „brudne”. Zupełnie nie zadowalała mnie – wręcz przeciwnie – zwyczajna rozpusta, ponieważ bruka ona jedynie rozpustę, a zostawia nietkniętą wzniosłą i doskonale czystą istotę. Rozpusta, jaką znam, bruka nie tylko me ciało i myśli, ale i wszystko, co przedtem sobie wyobrażam, a zwłaszcza rozgwieżdżony wszechświat…

Piszu piszu

Pisarz musi widzieć nie tylko czyn człowieka, o którym pisze. Pisarz musi widzieć życie tego człowieka dwadzieścia lat przedtem i dwadzieścia lat potem. Musi widzieć jego pradziadków, dziadków, rodziców, dzieci, wnuki i prawnuki. Musi go widzieć przed jego narodzeniem i po jego śmierci. Wtedy wszystko rozumie.

Oczywiśnie

Oczywiście miłość, jak każda choroba psychiczna, przebiega w różnym nasileniu zależnie od charakteru i wydolności wewnętrznej pacjenta. Z podgorączkowego stanu zalotów i flirtu aż do ataków szału miłosnego.

Trzeba mówić

Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy.

Głos kobiecy

Różdżkarzu, ślepy już na światło inne
Niż mieszkające w długich włosach żył
To osobliwe światło mojej krwi:
Nie muszę wołać Cię, bo wiem, że przyjdziesz

I wiem: znów uda Ci się mnie zaskoczyć
Wcześniej, nim zdąży zapowiedzieć słuch
Jako gościniec przyniesiesz mi znów
Topór swej długo ostrzonej nagości

A kiedy, czując w sobie nagłe ostrze
W największym strachu krzyknę: Kocham Cię
Wtedy, rzeźniku, znów przekonasz się:
Kobiety mówią czasem ludzkim głosem

Początek i koniec

Od grzechu zaczął się jej świat,
A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,
I gołąb i żmija, i piołun i miód,
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,
Początek i koniec – kobieta, acha!

Piękne myśli

Czuję, że umieram z samotności, z miłości, z rozpaczy, z nienawiści – ze wszystkiego, co może mi zaoferować ten świat.

Cierpienia

Kochać to cierpieć, nie kochać to cierpieć, cierpieć to cierpieć

Another girl

Namiętność dawna blednieje i kona,
Na jej mogile kwiat wyrasta nowy.
Piękność, dla której umrzeć był gotowy,
Zbladła już, Julii spojrzeniem zgaszona.
Kocha kochany; pierś mu rozpłomienia
Czar jej źrenicy; córce przeciwnika
Jak miłość wyzna? A ona połyka
Ponętną miłość na wędce cierpienia.
Lecz dziecię wroga jak zbliży się do niej?
Jakże jej serce namiętność odsłoni?
W kochanki piersiach jeszcze mniej nadzieje
Ujrzeć lubego ócz ogień, lic róże;
Czas i namiętność da sposób, zaleje
Morzem rozkoszy niebezpieczeństw morze.

Idea

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

Co jest ważne

Czy to naprawdę takie ważne, żeby nie kłamać, żeby mówić prawdę z dobrą intonacją?
Można przecież żyć wśród kłamstw, gry słów i wymówek.
Czy nie lepiej być otwarcie i swobodnie kłamliwym?
Może polepszyłoby ci się, gdybyś była po prostu sobą?
Nie, ty tego nie rozumiesz.
Nie rozumiesz tego, co mówię. Jesteś niedostępna.
Powiedzieli, że jesteś zdrowa, ale twoje szaleństwo jest gorszego rodzaju. Grasz osobę zdrową. Robisz to tak dobrze, że ci uwierzyli.

Młody Kant

Gdy migotliwe światło gwiazd przebłyskuje w brunatnych cieniach nocy, a samotny księżyc wschodzi w pełni, spokój cichego letniego wieczoru budzi  z wolna uczucia przyjaźni, pogardy dla świata, wieczności…

Dwa dni wakacji

Kupować przez dwa dni płyty, butelki Jacka Danielsa
(naprawdę – seks po Danielsie jest o niebo lepszy

niż po haszyszu – i to bez dyskusji)
zarozumiałe sierpniowe burżujstwo,

kupować czarne koszulki, z dobrej firmy, ale
przecenione i słuchać, leżąc na podłodze

w obcym mieszkaniu cudnie przemądrzałej
muzyki, a na obiad jest od dwu dni indyk,

wszystko w połowie drogi, obojętne miasto,
jeśli podasz mi tamto, ja w zamian ułatwię

ci sześć orgazmów, trzymam cię za słowo,
och, trzymaj mnie za słowo, trzymaj mnie za wszystko,

nie warto myśleć o przeszłych i przyszłych
miesiącach biedy, samotności, chłodu,

trzymaj mnie długo, trzymaj mnie i zbudź mnie,
znajdź mnie, odwróć mnie,

dwa dni, przepustka z piekła, a czy mogę teraz
posprawdzać swoją pocztę?

w poczcie pogróżki, czarno, a jak to jest spać
z tak luksusową w takich luksusowych?

mógłbym to opowiedzieć, ale nie opowiem,
dwa rozespane burżuje sierpniowe,

och, Boże, co mi teraz robisz, co?
nie robię ci nic więcej nad to, co ty,

jest to rodzaj snu, z którego wychodzi
się ze śladami w rzeczywistość, ślady

płoną, zostają, oświetlają drogę
powrotną, mówią do mnie, jestem odwrócony,
odwrotny.

Czuwanie

Nie chciało mi się już spać i patrzyłem na gwiazdy. Byłem trochę głodny, ale więcej myślałem. Zawsze dużo myślę, ale wtedy bardzo dużo. Ale najwięcej tęskniłem. Myślę, że za Tobą, bo Ty może nic nie wiesz albo wiesz trochę. Tęskniłem nieprzebranie, nieprzebranie i myślę, że ktoś tam daleko, pod tym samym niebem musiał też za mną tęsknić, a jeśli spał, to musiał się zbudzić, bo to niemożliwe, żebym nikogo nie trafił w serce w tamtym środku nocy, sercu nocy.

pod drzewami – miłość

pod drzewami – miłość
pośród ludzi – miłość
pośród deszczu
i w słońcu
odmieniałam pory roku
dokąd nie przyszła
teraz
jest tylko jedna pora roku

wiosna

Wracaj, wracaj

Wracam, wracam po długiej rozłące –
Dłonie twoje, niecierpliwe, lgnące.

Wszystko – dawne, a niby na nowo –
Drogi oddech-znajomy ruch głową…

Znów prowadzisz przez wszystkie pokoje,
I idziemy, idziemy oboje…

Nowej sukni nie postrzegłem wcale –
Śmiech Twój dzwoni, że patrzę niedbale.

Pokazujesz dłonią niespodzianie
Nowe w kwiaty obicia na ścianie

I list do mnie zaczęty na stole –
„Pełen żalu…Niech leży…Tak wolę”.

Okno nagle otwierasz w głąb nieba –
Niepotrzebnie, a właśnie tak trzeba.

Dłoń mą tulisz do serca, więc słyszę,
Jak uderza,- choć w ustach masz ciszę…

I w tej ciszy, w straszliwym milczeniu
Skroń mi, płacząc, składasz na ramieniu.

Czy naprawdę trzeba przejść piekło, żeby być tak szczęśliwym?

Czyżby nie podobał jej się mój sposób ubierania? Mam wszystko wyrzucić? I co wtedy nosić? A może chce, żebym miał inną fryzurę, krótsze albo dłuższe włosy? Może nie lubi blondynów albo moich niebieskich oczu? Chyba za rzadko jej mówię, że jest piękna. Nie, to niemożliwe, nikt na świecie nie mówi tego częściej niż ja jej. Czy nie za rzadko mówię, że ją kocham? Czasami wydaje mi się, że nie może już tego słuchać. Dlaczego nie miałbym tego powtarzać tysiąc, milion razy? To przecież piękne słowa, przynajmniej jeśli są szczere. A może jeszcze jej nie mówiłem, jaka jest inteligentna, albo nie dość często. Boże, co zrobiłem nie tak? Co powiedziałem nie tak? Może nie pochwaliłem jej, że wspaniale gotuje? Przy jedzeniu zawsze, kilka razy dziennie, ją chwalę. Chyba że ostatnio zapomniałem. Czy nie dziękuję jej za wszystko, co dla mnie robi? Za wypraną koszulę czy przyszyty guzik? A może powinienem kupować jej więcej ciuchów? Pierścionki i naszyjniki? Ma mi za złe, że ostatnio mniej zarabiam, bo ze wszystkimi zadarłem? Ale chyba wie, że to tylko kwestia czasu i znowu będę kręcił tyle filmów, ile tylko zechcę, i nikt nie stanie mi na drodze? A może nie chce czekać? Mam wziąć pierwszy lepszy film, nie wiadomo gdzie, tylko po to, by się stąd wydostać? Jestem gotowy na wszystko. Zrobię dokładnie to, czego ode mnie zażąda.

Pociąg do przesady

Czuł ją ciągle przy sobie; aż po czubki włosów wypełniony był owym dziwnym, cięższym od ołowiu, boleśniejszym od męki umierania, słodszym od najpiękniejszych wierszy uczuciem, jakie daje noc z kimś, na kogo czekało się przez tysiące chwil, kogo pragnęło się przez wiele bezsennych nocy, kogo widziało się w każdej na ulicy spotkanej twarzy, kogo oczekiwało się przy każdym pukaniu do własnych drzwi; przez kogo nienawidziło się nieba, ziemi i ludzi; i przez kogo kochało się wszystko.

To przecież wiesz

Wiesz nie mam podzielności uwagi toteż kiedy jem palę i piję czytam piszę i oglądam telewizję nie mogę w tym czasie nikogo kochać.

Najkrótsze odpowiedzi

Dwie najkrótsze odpowiedzi: Tak i Nie, wymagają najdłuższego zastanowienia.

Książki dla dzieci

Zdumiewające, jak wiele z tego, czym jesteśmy, łączy się z łóżkami, w których budzimy się rankiem.

Pada śnieg

    To była właśnie ta dziewczyna,
na którą czekałbyś i wiek.
A ona z innym szła do kina.
I była zima,
padał śnieg.

Kocham

 Kocham spać.

Moje życie ma skłonność do rozpadania się na kawałki kiedy jestem obudzony.

Wszystko

Wszystko jest łatwiejsze gdy przestajesz to sobie utrudniać .

Nihilistyczny nastrój cz. 1

Ktoś zapytał mnie co najbardziej lubię. Zamarłam. Po chwili wahania powiedziałam, że lubię książki i zieloną herbatę, bo nie śmiałam powiedzieć, że najbardziej lubię seks i kokainę, najlepiej razem. Stałabym się straszną suką w oczach innych.

Taki to mroczny mroczny czas

Jesteś o tyle spojrzeń ode mnie.
Jest mi o tyle twych spojrzeń samotniej.
Ciemniej
opada każdy wieczór bez słów,
trudniej słowa rzucone, kwiaty na drodze podnieść.

Cztery spojrzenia ścian miasto zamyka na smutek,
a obce czyny i ludzie ulatują obok.
W którym wieczorze jak ten odnajdę
ciszę przechodzącą przez ugór czasu Bogiem i tobą?

Oto jest znów ulica niedzielna zamknięta w miejski kurz.
Obcy flet kroków, gdzie szopen płacze z okien.
Tak samo, tak samo, tak samo jak kiedyś
niebo patrzy obłe, jak smutek głębokie.

Dni ulatują w trwogę o ciebie,
noc obca gwiazdami zarasta i bladą miejską trawą.
Wiatr wspomnienia — chmurom oderwana gałąź.
A przecież
te same gwiazdy co tam kołyszą noc nad Warszawą.