Fryzjer

by Julia

Tym razem mówił najwyraźniej jak umiał. Milczała, więc powtórzył jeszcze staranniej:
PRZYSZEDŁEM SIĘ POŻEGNAĆ
PRZED WYJAZDEM…
Czekała.
NIC ZŁEGO NIE MOŻE…
Powtórzył na kartce, dokładnie, bez skrótów:
Nic złego nie może mi się przytrafić, sama pani mówiła.
Położył przed nią lewą rękę. Pokazał linie na dłoni – miłości, talentu i sławy.
A TO JEST…
Pokazał linię życia.
Najdłuższa.
NAJDŁUŻSZA, PROSZĘ SIĘ PRZYJRZEĆ!
Krzyczał i pisał na przemian.
Wspaniała!
WSPANIAŁA, PRAWDA?
WJĄTKOWO DŁUGA LINIA!
(…)
Był poniedziałek, czawrty dzień wojny. Kilka razy ogłaszano alarm przeciwlotniczy, bomby spadły na domy mieszkalne i fabryki, radio mówiło o poważnych stratach wśród  ludności cywilnej, do Warszawy przywieziono pierwsze transporty rannych.
(…)
Pożegnali się.
Dotarł do Lublina w sobotę.
Poszedł się ogolić.
Zaczął się nalot.
Bomba spadła na zakład fryzjerski.
W zakładzie było kilku mężczyzn. Wszyscy ocaleli – poza jednym. Jego szczątki wydobyto spod gruzów.
W kieszeni znaleziono książkę, słownik polsko-niemiecki, z napisem „własność Józefa Czechowicza”.

Advertisements