oczywiśnie

bo na początku było słowo

Month: Wrzesień, 2009

Czerń

Nocny Nowy Jork to miasto ludzi samotnych, wystarczy spojrzeć, to jest twierdza, tu się żyje przeciw, w opozycji, takie metropolie kumulują i katalizują gniew, zawiść, awersję, strach, z poziomu myślni muszą się jawić jako prawdziwe gigageneratory negatywnych uczuć. Bo tyle osób stłoczonych w jednym miejscu niczego innego nie może wyindukować. Miał rację Numer 5, miał rację: to jest czerń, wielka, gęsta, potwornie cuchnąca czerń, która zalewa wszystkich, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi, nawet jeśli nie jesteśmy telepatami i zdrowe systemy immunologiczne naszych umysłów nie dopuszczają do zainfekowania obcymi psychomemami – lecz przy tak wielkim ciśnieniu zawsze coś się przesączy, osmotycznie, podprogowo – czyż większość z nas nie jest podatna na cudze nastroje? czyż nie oddziałuje na nas psychiczne nastawienie tłumu? – i ta czerń w końcu zwycięża, po miesiącach, latach, wciska się w nasze umysły, zaraża je, odmienia kod myśli: miasto tryumfuje. Czyż doprawdy nie jest zasłużoną opinia, jaką NYC cieszy się na całym świecie? Na wierzchołkach tych drapaczy chmur powinny powiewać sztandary z płótna czarniejszego od kruczych piór. Beksiński, Beksiński.beksinski

Dlaczego nie piszę

Pisarz to człowiek, któremu pisać jest trudniej niż innym ludziom.

Wymiana

Dlaczego odpłacać dobrem za złe? Czym odpłacisz wówczas za dobro?

Sick shit

Świadomość, że jeśli przeżyję tę minutę, będę mógł się zabić w następnej, pomaga mi przetrwać chwilę bez uczucia przygnębienia.

Indywidualne decyzje

Dla mnie feminizm to jest ruch, który dąży do indywidualizacji ludzkiego życia. Chodzi o to, by każda kobieta i każdy mężczyzna mogli ze swoim życiem robić to, co im odpowiada. Żeby nie byli zamknięci w kontenerze ze stemplem „Kobiety” albo „Mężczyźni”.

Rozbieżne diagnozy

Tam, gdzie wszyscy myślą to samo, w ogóle niewiele się myśli.

Akceptacja

Nie jęcz i nie narzekaj: do bólu można się przyzwyczaić. To boli. Niebycie ideałem boli. To, że trzeba przejmować się pracą, by mieć co jeść i dach nad głową, boli. No i co. Najwyższy czas. W tym miesiącu mija jedna czwarta stulecia, którą przeżyłam w strachu: strachu przed tym, że nie dorównam swym abstrakcyjnym ideałom: często walczyłam i wygrywałam, niebycie ideałem, ale akceptuję siebie, akceptuję to, że mam prawo do życia na moich własnych, ludzkich, dalekich od ideału warunkach.