Obłoki i zupa

by Julia

Moja kochana mała wariatka nakrywała do kolacji, a ja przez otwarte okno jadalni obserwowałem cudowne gmachy ułudy, ruchomą architekturę, którą Bóg tworzy z oparów. I w zapatrzeniu myślałem sobie: „Te wszystkie fantasmagorie są niemal tak piękne jak oczy mojej pięknej ukochanej, mojej potwornej, zielonookiej wariatki”.

Nagle ktoś rąbnął mnie brutalnie w plecy i usłyszałem uroczy zachrypły głos, histeryczny, jakby zgrubiały od wódki, głos mojej najdroższej małej wariatki, pytający: „Kiedy wreszcie siądziesz do tej zupy, ty cholerny handlarzu obłoków?”

Advertisements