Zawsze kiedy chcę żyć, krzyczę

Początkowo, nasyceni sobą, oboje pełni byli fantazji i inwencji, pomysłowi, odkrywczy i spragnieni nowego. Jak zwykle, rychło okazało się że to zarazem za dużo i za mało. Zrozumieli to jednocześnie i ponownie okazali sobie miłość.
Gdy Geralt oprzytomniał, księżyc nadal był na swoim miejscu. Cykady grały zajadle, jak gdyby i one chciały szaleństwem i zapamiętaniem zwalczyć niepokój i strach. Z pobliskiego okna w lewym skrzydle Aretuzy ktoś spragniony snu wrzeszczał i pomstował srodze, domagając się ciszy. Z okna z drugiej strony ktoś inny, o bardziej widać artystycznej duszy entuzjastycznie bił brawo i gratulował.
– Och, Yen… – szepnął wiedźmin z wyrzutem.
– Miałam powód… – pocałowała go, a potem wtuliła policzek w poduszkę. – Miałam powód żeby krzyczeć. Więc krzyczałam. Tego nie powinno się tłumić, to niezdrowe i nienaturalne.

Reklamy