oczywiśnie

bo na początku było słowo

Month: Marzec, 2012

Dwa dni wakacji

Kupować przez dwa dni płyty, butelki Jacka Danielsa
(naprawdę – seks po Danielsie jest o niebo lepszy

niż po haszyszu – i to bez dyskusji)
zarozumiałe sierpniowe burżujstwo,

kupować czarne koszulki, z dobrej firmy, ale
przecenione i słuchać, leżąc na podłodze

w obcym mieszkaniu cudnie przemądrzałej
muzyki, a na obiad jest od dwu dni indyk,

wszystko w połowie drogi, obojętne miasto,
jeśli podasz mi tamto, ja w zamian ułatwię

ci sześć orgazmów, trzymam cię za słowo,
och, trzymaj mnie za słowo, trzymaj mnie za wszystko,

nie warto myśleć o przeszłych i przyszłych
miesiącach biedy, samotności, chłodu,

trzymaj mnie długo, trzymaj mnie i zbudź mnie,
znajdź mnie, odwróć mnie,

dwa dni, przepustka z piekła, a czy mogę teraz
posprawdzać swoją pocztę?

w poczcie pogróżki, czarno, a jak to jest spać
z tak luksusową w takich luksusowych?

mógłbym to opowiedzieć, ale nie opowiem,
dwa rozespane burżuje sierpniowe,

och, Boże, co mi teraz robisz, co?
nie robię ci nic więcej nad to, co ty,

jest to rodzaj snu, z którego wychodzi
się ze śladami w rzeczywistość, ślady

płoną, zostają, oświetlają drogę
powrotną, mówią do mnie, jestem odwrócony,
odwrotny.

Czuwanie

Nie chciało mi się już spać i patrzyłem na gwiazdy. Byłem trochę głodny, ale więcej myślałem. Zawsze dużo myślę, ale wtedy bardzo dużo. Ale najwięcej tęskniłem. Myślę, że za Tobą, bo Ty może nic nie wiesz albo wiesz trochę. Tęskniłem nieprzebranie, nieprzebranie i myślę, że ktoś tam daleko, pod tym samym niebem musiał też za mną tęsknić, a jeśli spał, to musiał się zbudzić, bo to niemożliwe, żebym nikogo nie trafił w serce w tamtym środku nocy, sercu nocy.

pod drzewami – miłość

pod drzewami – miłość
pośród ludzi – miłość
pośród deszczu
i w słońcu
odmieniałam pory roku
dokąd nie przyszła
teraz
jest tylko jedna pora roku

wiosna

Wracaj, wracaj

Wracam, wracam po długiej rozłące –
Dłonie twoje, niecierpliwe, lgnące.

Wszystko – dawne, a niby na nowo –
Drogi oddech-znajomy ruch głową…

Znów prowadzisz przez wszystkie pokoje,
I idziemy, idziemy oboje…

Nowej sukni nie postrzegłem wcale –
Śmiech Twój dzwoni, że patrzę niedbale.

Pokazujesz dłonią niespodzianie
Nowe w kwiaty obicia na ścianie

I list do mnie zaczęty na stole –
„Pełen żalu…Niech leży…Tak wolę”.

Okno nagle otwierasz w głąb nieba –
Niepotrzebnie, a właśnie tak trzeba.

Dłoń mą tulisz do serca, więc słyszę,
Jak uderza,- choć w ustach masz ciszę…

I w tej ciszy, w straszliwym milczeniu
Skroń mi, płacząc, składasz na ramieniu.

Czy naprawdę trzeba przejść piekło, żeby być tak szczęśliwym?

Czyżby nie podobał jej się mój sposób ubierania? Mam wszystko wyrzucić? I co wtedy nosić? A może chce, żebym miał inną fryzurę, krótsze albo dłuższe włosy? Może nie lubi blondynów albo moich niebieskich oczu? Chyba za rzadko jej mówię, że jest piękna. Nie, to niemożliwe, nikt na świecie nie mówi tego częściej niż ja jej. Czy nie za rzadko mówię, że ją kocham? Czasami wydaje mi się, że nie może już tego słuchać. Dlaczego nie miałbym tego powtarzać tysiąc, milion razy? To przecież piękne słowa, przynajmniej jeśli są szczere. A może jeszcze jej nie mówiłem, jaka jest inteligentna, albo nie dość często. Boże, co zrobiłem nie tak? Co powiedziałem nie tak? Może nie pochwaliłem jej, że wspaniale gotuje? Przy jedzeniu zawsze, kilka razy dziennie, ją chwalę. Chyba że ostatnio zapomniałem. Czy nie dziękuję jej za wszystko, co dla mnie robi? Za wypraną koszulę czy przyszyty guzik? A może powinienem kupować jej więcej ciuchów? Pierścionki i naszyjniki? Ma mi za złe, że ostatnio mniej zarabiam, bo ze wszystkimi zadarłem? Ale chyba wie, że to tylko kwestia czasu i znowu będę kręcił tyle filmów, ile tylko zechcę, i nikt nie stanie mi na drodze? A może nie chce czekać? Mam wziąć pierwszy lepszy film, nie wiadomo gdzie, tylko po to, by się stąd wydostać? Jestem gotowy na wszystko. Zrobię dokładnie to, czego ode mnie zażąda.

Pociąg do przesady

Czuł ją ciągle przy sobie; aż po czubki włosów wypełniony był owym dziwnym, cięższym od ołowiu, boleśniejszym od męki umierania, słodszym od najpiękniejszych wierszy uczuciem, jakie daje noc z kimś, na kogo czekało się przez tysiące chwil, kogo pragnęło się przez wiele bezsennych nocy, kogo widziało się w każdej na ulicy spotkanej twarzy, kogo oczekiwało się przy każdym pukaniu do własnych drzwi; przez kogo nienawidziło się nieba, ziemi i ludzi; i przez kogo kochało się wszystko.

To przecież wiesz

Wiesz nie mam podzielności uwagi toteż kiedy jem palę i piję czytam piszę i oglądam telewizję nie mogę w tym czasie nikogo kochać.